piątek, 20 lutego 2009

Trudne początki Andrzeja Czumy

23 stycznia 2009 poznaliśmy nazwisko nowego ministra sprawiedliwości. Dla wielu nazwisko Andrzeja Czumy było sporym zaskoczeniem. Co więcej sama nominacja przyniosła bardzo korzystne komentarze płynące z różnych środowisk i sił politycznych. Prezydent Lech Kaczyński o nowym ministrze wypowiadał się w samych superlatywach. Czy jednak ta nominacja była słuszna? 

Każdy zna wielkie zasługi Andrzeja Czumy z okresu Polski Ludowej, kiedy to był czołowym działaczem opozycji demokratycznej. Niestety wydaje mi się iż ten wspaniały życiorys przysłonił brak kompetencji nominata. Andrzej Czuma ewidentnie nie potrafi odnaleźć się w nowej roli ministra sprawiedliwości. Świadczą o tym jego ostatnie, bardzo niefortunne wpadki przed kamerami. Pierwsza wypowiedzi, która nie powinna paść z ust ministra sprawiedliwości dotyczyła śledztwa toczącego się przeciwko Jackowi Karnowskiemu. Andrzej Czuma oświadczył, że "organy ścigania, działając w dobrej wierze, trafiają w próżnię" co pozostawiło po sobie fatalne wrażenie, jakby to minister był osobiście zaangażowany w sprawę. Jest to błąd porównywalny do błędu ministra Zbigniewa Ziobry którego to poniosły emocje w sprawie doktora G. Sprzyjającym faktem dla Czumy jest jednak to iż nie doświadczył on tutaj takiej gremialnej krytyki medialnej jakiej natomiast nie oszczędzono ministrowi sprawiedliwości w rządzie Jarosława Kaczyńskiego.

Co nie zdarzyło się ponad dwa tygodnie temu, miało miejsce w ostatnim czasie przy okazji tragicznych wydarzeń związanych z porwanym Polakiem przez Talibów. Andrzej Czuma oskarżając rząd pakistański o złe intencje wobec negocjacji z porywaczami, naraził nas na poważny zgrzyt międzynarodowy. Minister sprawiedliwości niedopuszczalnie wszedł w kompetencje innych jednostek, które powinny w tej sprawie tak naprawdę zabierać głos. Była to bardzo nieodpowiedzialna wypowiedź, nie mająca nic wspólnego z zasadami dyplomacji. Nic więc dziwnego iż na Andrzeja Czumę tym razem posypały się gromy z każdej strony areny politycznej. Najbardziej w postać ministra ugodziły chyba słowa klubowego kolegi Pawła Grasia.

Czuma musi teraz na spokojnie usiąść i przemyśleć swoje dalsze funkcjonowanie w ministerstwie. Potrzebne jest mu teraz nabranie ogłady politycznej na nowym stanowisku. Czas działalności w komisji śledczej do spraw nacisków za rządów Pis już dawno się skończył. Ministrowi już nie przystoi mówić wszystkiego co mu ślina na język przyniesie. Słowem, igrzyska medialne dla Andrzeja Czumy dobiegły końca.
Jeżeli natomiast ów sytuacja nie ulegnie zmianie, misja w rządzie Andrzeja Czumy może bardzo szybko dobiegnąć końca.
Czy jednak Donald Tusk będzie potrafił przyznać się do błędu?

poniedziałek, 2 lutego 2009

Dziura budżetowa, której nie ma?

Zbigniew Chlebowski niedawno wyśmiewał polityków PiSu, iż ci ubzdurali sobie wielką dziurę budżetową. Napiętnowano wówczas także prezydenta Lecha Kaczyńskiego za to, że straszy Polaków kryzysem. Dziś zaczyna straszyć sam Donald Tusk. 

Mijający weekend miał upłynąć pod znakiem rządowych poszukiwań oszczędności. Okazuję się bowiem iż Platforma Obywatelska odnalazła pewną wyrwę w budżecie. To bagatela, 17 miliardów złotych. Właśnie tyle pieniędzy może niebawem nam zabraknąć w wyniku światowych zawirowań wokół gospodarki. Niestety nie jest to argument przemawiający na korzyść rządu Donalda Tuska. Pierwsze symptomy problemu dostrzegano już w sierpniu 2008 roku. Wówczas to, według byłego wiceministra finansów Stanisława Gomułki, pojawiły się niebezpieczne prognozy. Wpływy budżetowe miały zmniejszyć się o 2 miliardy złotych miesięcznie. Na podjecie stosownych kroków czekano niestety, aż do dnia dzisiejszego. Ponownie politycy Platformy ignorancko przedłożyli interes partyjny i sondażowy, nad faktyczny interes Polaków. Niemożliwe jest bowiem aby na tym etapie wykazywać się takim brakiem wyobraźni ekonomicznej.

Rząd stara się robić dobra minę do złej gry. Między wierszami można jednak doszukać się pewnej eskalacji strachu w szeregach. Najdobitniej przedstawił to minister Sikorski który w obliczu cięć resortowych mówił o konieczności wylania dużej ilości łez. Dzisiejsze obrady rządu przypominają kiepską akcję gaszenia pożaru, który de facto i tak pochłonie swoje ofiary.

Weekendowe spotkanie premiera z poszczególnymi ministerstwami przyniosło pewne ustalenia. Trzy ministerstwa przedłożyły plan oszczędności po miliardzie złotych każde. Gdzie dalsze 14 miliardów? Premier dał swoim ministrom czas do wtorku…

Jak więc należy poradzić sobie z tym problemem? Na pewno nie wystarczą tutaj oszczędności poczynione na spinaczach biurowych czy papierze toaletowym. Czarny scenariusz rysuje widmo zwolnień w administracji publicznej oraz zamrożenie podwyżek w sektorze państwowym. Niczego nie możemy być pewni.