czwartek, 23 grudnia 2010

Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku

Chciałbym życzyć Wszystkim pogodnych i spokojnych Świąt Bożego Narodzenia, niezapomnianych chwil spędzonych przy rodzinnym stole, odpoczynku i wytchnienia od codzienności, a także zdrowia, uśmiechu i pasma sukcesów w Nowym Roku! Gorąco pozdrawiam!

poniedziałek, 13 grudnia 2010

13 grudnia 1981 - Pamiętam

Historia 13 grudnia 1981 r. odcisnęła wyczuwalne piętno na naszym społeczeństwie. Stan wojenny brzemiennie wpłynął na lata 80. i na tok transformacji systemowej w Polsce. Bez jego zrozumienie nie będziemy w stanie pojąć kim dziś jesteśmy. Naszym obowiązkiem jest dbanie o wspólną tożsamość historyczną dlatego też Forum Młodych zaangażowało się w stworzenie kampanii informacyjnej dotyczącej tego tragicznego wydarzenia.


Zapraszam na stronę specjalnego serwisu internetowego przygotowanego we współpracy z Forum Młodych PiS w Łodzi

sobota, 20 listopada 2010

Podziękowania

Kampania dobiegła końca. Przez ostatnie tygodnie wiele osób poświęcało swój prywatny czas aby wspomóc moją kandydaturę. Bardzo to doceniam i chciałbym wszystkim serdecznie podziękować, a przede wszystkim Agnieszce, Monice, Kasi, Karolinie, Owcy, Anecie, Sebastianowi i Zbyszkowi. 

Szczególny ukłon należy się także mojej wspaniałej babci Danusi.

Wielkie dzięki za wszystko.

niedziela, 31 października 2010

Szanowni Państwo

Już 21 listopada odbędą się wybory samorządowe, które zadecydują o losie naszego miasta na następne lata. Nowo wybrani radni, będą podejmować ważne decyzje, które niewątpliwie wpłyną na nasze codzienne życie. W ostatnim czasie obserwujemy spadek zaufania do władzy, która faktycznie się kompromituje. Czas z tym skończyć. Czas na zmianę pokoleniową, która zapewni lepszą przyszłość.

To skłoniło mnie do podjęcia decyzji o kandydowaniu do Rady Miejskiej w Łodzi.

Łódź stoi przed wieloma wyzwaniami. Chcę jako radny, zajmować się kluczowymi sprawami dotyczącymi poprawy sprawności funkcjonowania miasta. W Łodzi jest wiele do zrobienia, dlatego też proszę o Państwa głos.

Nie traćmy więcej czasu.

Startuję z listy PiS w okręgu nr 3 na POLESIU (osiedla: Karolew, Retkinia, Smulsko, Stare Polesie, Koziny, Lublinek, Nowe Sady, Zdrowie, Złotno)
Miejsce 12

czwartek, 21 października 2010

Smutek i szok

Wtorkowe wydarzenia w łódzkiej siedzibie Prawo i Sprawiedliwość napawają mnie przerażeniem. Trudno cokolwiek powiedzieć o tym bezsensownym czynie człowieka zarażonego nienawiścią do zwykłych ludzi, których „winą” było jedynie przynależność do PiS-u.

Musimy wszyscy zastanowić się nad naszym postępowaniem i wspólnie uderzyć się w pierś. Za poziom debaty publicznej odpowiadają bowiem wszyscy. Cała klasa polityczna zawiodła, jedna mniej, druga bardziej – ale nie czas to rozstrzygać. Polskie media, także nie są bez winy. To one bardzo często podgrzewały atmosferę licząc koniunkturalnie na zwiększenie oglądalności poprzez zwykłe jątrzenie czy też czasem przeinaczanie faktów.

Czas z tym oczywiście skończyć, ale czas skończyć też z obłudą i ciągłym mówieniem o „zamiarze poprawy”. Bardzo bym chciał dostrzec wśród naszych oponentów namacalnych dowodów na zmianę. Zmianę na stałe, a nie wywołaną powagą kolejnej tragedii. Publiczne deklaracje nic dla mnie już nie znaczą i wolałby być świadkiem osobistych refleksji i zmiany postępowania naszej klasy politycznej - która powinna być ogólnonarodowym dobrem, a nie śmiertelnym wrogiem.

poniedziałek, 18 października 2010

Platforma się trzęsie

Platforma przechodzi trzęsienie ziemi. Wydawało się, że nasi konkurenci polityczni są już zdecydowani na kształt swoich list wyborczych. Na początku października media były zaskoczone brakiem niektórych, wydawałoby się czołowych, polityków PO. Podziękowano bowiem za współpracę obecnemu prezydentowi Tomaszowi Sadzyńskiemu oraz jego współpracownikom, wiceprezydent Wiesławie Zewald oraz Łukaszowi Maginowi. Było to niespodziewane posuniecie, jednakże chyba słuszne patrząc na ocenę najwyższych urzędników rządzących Łodzią.

Tymczasem niedzielna konwencja PO przyniosła nam inne rozwiązanie. Prezydent Sadzyński, Zewald oraz Magin dostali swoje miejsca na listach wyborczych. Zatrzęsła się w posadach cała łódzka Platforma, raczej nieprzychylnie nastawiona do tej decyzji. Generalnie miał ją podobno wymóc minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski. Związani z ministrem infrastruktury Cezarym Grabarczykiem liderzy łódzkiej PO pierwotnie chcieli pominąć Sadzyńskiego i jego zastępców. Dwie koterie „kwiatków” i… „grabarzy” (proszę o wybaczenie) ostro współzawodniczą o władzę. Nie wygląda to na zdrową sytuację, a co więcej taki stan rzeczy niesie niebezpieczeństwo dla Łodzi – która może stać się polem bitwy dwóch wpływowych polityków. Podział polityczny musi istnieć dla dobra demokracji, ale ambicjonalny podział wewnątrzpartyjny jest niebezpieczny dla stabilności i wiarygodności  władzy. Oby Łódź tego nie doświadczyła….

czwartek, 14 października 2010

ŁÓDŹ ESK 2016 – FAIL

Jak to się stało, że Łódź poniosła tak sromotną porażkę? To pytanie dość rzadko pojawia się w mediach, jednakże bardzo często jest wypowiadane przez naszych konkurentów. Wiele miast traktowało Łódź jako niekwestionowanego faworyta w walce o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Poza tym nasze miasto utrzymywało się zawsze w czołówkach różnorakich ankiet i sondaży. Zaangażowanie łodzian w walkę o ESK było ogromne. Dawno łodzianie nie doświadczyli takiego poczucia wspólnoty i wielkiej mobilizacji, której przyświecał jeden, daleki od politycznych podziałów, cel. Niestety z wielkich oczekiwań, dziś pozostał tylko olbrzymi niedosyt i pytanie, dlaczego?

Przede wszystkim musimy jako mieszkańcy Łodzi przeanalizować postępowanie naszych władz. Minister kultury Bogdan Zdrojewski dał sygnał co mogło przyczynić się do porażki Łodzi w tej rywalizacji. Rozmawiając z dziennikarzem powiedział wprost, że „Mamy miasta, w których są poważne konflikty. Mamy miasta, w których były referenda o odwołanie prezydenta. Mamy miasta, w których nastąpiły tąpnięcia i szarpnięcia wynikające z różnego rodzaju sporów (…)Miasto, które staje się ESK, wygrywa na długiej trasie. Wygrywa determinacją i konsekwencją”. Znając realia naszego łódzkiego podwórka, bezsprzecznie zauważamy, do czego pan minister się odwołuje… A wcześniej ostrzegałem!

Przed wakacjami kiedy to wokół łódzkiej kultury zebrały się czarne chmury byłem inicjatorem apelu do prezydenta Łodzi, w którym sugerowałem konieczność podjęcia rozmów między skonfliktowanymi władzami miasta z środowiskami kulturalnymi. Niestety odpowiedź Tomasza Sadzyńskiego była bardzo wymijająca i nie napawała optymizmem w kontekście starania się Łodzi o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury w 2016. 
We wrześniu byliśmy świadkami kolejnego symptomu świadczącego o nieodpowiedzialnym podejściu władz miasta do zagadnień kulturalnych realizowanych w Łodzi. Tym razem rzecz tyczyła się Specjalnej Strefy Sztuki i decyzji Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa narodowego, która pozbawiała nas dofinansowania na ten cel. Powód? Zaniedbania łódzkich urzędników. Na dodatek koalicja rządząca z wiceprezydentem Łukaszem Maginem zataiła ten fakt przed opinią publiczną…

Tak oto wyglądało postępowanie Platformy Obywatelskiej względem kultury w naszym mieście. Niestety, ale to władze naszego miasta są odpowiedzialne za tę porażkę. Miejmy nadzieje tylko, że ludzie którzy w tej materii zawiedli łodzian, zostaną odpowiednio potraktowani przez wyborców pod koniec listopada….

środa, 6 października 2010

Walka z dopalaczami. Dlaczego tak późno?

W Łodzi od dwóch lat prężnie rozwijał się „dopalaczowy biznes”. W całej Polsce zaczęły mnożyć się sklepy, w których można było nabywać groźne środki psychoaktywne, często pod przykrywką kolekcjonerstwa.

W 2008r. minister zdrowia, pani Ewa Kopacz zapowiedziała twardą walkę z tym procederem poprzez stworzenie odpowiedniego prawa, które pozwalałoby szybko dopisywać do specjalnej listy substancji zakazanych, nowe specyfiki proponowane przez smartshopy. Posłowie w lutym 2009r. przegłosowali, także projekt nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, który miał zakazywać sprzedaży dopalaczy. Te wszystkie podjęte działania nie przyniosły w ostatecznym rozrachunku żadnych wymiernych efektów! Państwo polskie poniosło porażkę, a dopalacze nadal były sprzedawane w biały dzień na masową skalę. Co więcej, firma handlująca tymi narkotycznymi substancjami rozprowadzała wśród młodzieży darmowe próbki specyfików.

Rząd nie był w stanie się uporać z narastającym problemem, wiec do akcji włączyły się łódzkie władze. Postawiono na kampanię informacyjną skierowaną do młodych, a włączyły się do niej różne środowiska i postacie takie jak chociażby Marcin Gortat.

Wydawało się wszystkim, że tylko w taki sposób możemy walczyć z dopalaczami… Nastał jednak październik 2010r. i nagle okazało się, że rząd znalazł odpowiedni sposób do rozpoczęcia swojej krucjaty. Do akcji zaangażowano Głównego Inspektora Sanitarnego, który przy pomocy policji, pozamykał sklepy rozprowadzające dopalacze. Natychmiast pojawiły się wątpliwości dotyczące legalności działania polskich władz, a właściciele sklepów zaczęli mówić o zamiarze odwołania się od tej decyzji do sądu i wystąpienie o odszkodowanie. Minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski uspokoił jednak iż "przedstawiciele inspekcji sanitarnej bardzo wyraźnie mówią, w oparciu o jakie przepisy podejmowali swoje działania". Chodzi tutaj mianowicie o naruszenie przez zakład pracy (w tym przypadku sklep) zasad higienicznych i zdrowotnych, co może przyczynić się do bezpośredniego zagrożenia życia.

Akcja póki co wydaje się skuteczna. Co więcej dzisiaj doszło do zatrzymania przez policję domniemanego „króla dopalaczy” – jak okrzyknęły media właściciela „biznesu” Dawida Bratko.

Ja natomiast zastanawiam się dlaczego dopiero teraz rząd znalazł odpowiednie paragrafy na ukrócenie tego procederu. Dlaczego przez dwa lata państwo polskie nie potrafiło znaleźć rozwiązania i kompromitowało się w walce z dopalaczami? Sanepid nie działał przecież w oparciu o jakieś nowe prawo, tylko zastosował już dawno wypracowane przepisy sanitarne. Czyżby wcześniejsza bezczynność, lenistwo i zwykłe niedocenianie problemu dopalaczy przez polski rząd było odpowiedzą na to pytanie?

Nie chcę doszukiwać się tutaj powodów czysto politycznych, które pojawiają się w różnych komentarzach, a dotyczą np. chęci przykrycia przez Donalda Tuska sprawy Janusza Palikota czy chęci wykorzystania jej w obecnej kampanii wyborczej…

Chcę jednak zapytać: dlaczego tak późno? 

środa, 29 września 2010

Specjalna Strefa Sztuki i „niedopowiedzenia” łódzkich władz

W dzisiejszym wydaniu łódzkiej Gazety Wyborczej znajdujemy sensacyjną wiadomość. Specjalna Strefa Sztuki, dla której Łódź starała się o unijne dofinansowanie z ministerstwa kultury, została pozbawiona tych pieniędzy. Co gorsza wszystko wskazuje na to, że władze miasta wiedziały o tym fakcie już od sierpnia, jednak postanowiły ukryć ten fakt przed łodzianami!

Dziennikarze dotarli do listu ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego nadesłanego do łódzkiego magistratu w sierpniu. Jego adresatem jest wiceprezydent Łodzi Wiesława Zewald. Z treści jednoznacznie ma wynikać, że pieniędzy dla SSS nie będzie. Minister Zdrojewski oświadcza, że "nie widzi możliwości" dofinansowania projektu ponieważ władze Łodzi nie przesłały wymaganej przez resort dokumentacji.

Poproszony o komentarz w tej sprawie wiceprezydent Łukasz Magin stwierdził tymczasem, że nie informował mediów gdyż nie wiedział jak interpretować pismo ministra…

Czy można być bardziej nieodpowiedzialnym?

To zresztą nie pierwsze zatajenie stanu faktycznego przez koalicje PO-SLD jaka rządzi Łodzią po odwołaniu z funkcji prezydenta miasta Jerzego Kropiwnickiego. Niespełna dwa miesiące termu Łódź została wyróżniona w rankingu samorządowym przeprowadzonym przez „Rzeczpospolitą” na podstawie danych ministerstwa finansów i rozwoju regionalnego. Gazeta zaprezentowała samorządy które przeprowadziły najwięcej inwestycji oraz najlepiej radziły sobie finansowo. Łódź w porównaniu z 2008 r. awansowała z 11 na 6 miejsce wśród miast na prawach powiatu. Specjalne wyróżnienie na ręce władz miasta (wiceprezydenta Łukasz Magina) wręczył przewodniczący Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek.

Niestety o tym sukcesie łodzianie nie dowiedzieli się od władz miasta, gdyż korzystny ranking dotyczył roku 2009 – czyli okresu kiedy miastem rządził Jerzy Kropiwnicki. W rozumowaniu PO opinia publiczna nie mogła widocznie dowiedzieć się, że to wyróżnienie zawdzięczamy poprzedniej ekipie rządzącej. Stąd ta cisza w eterze…

Mogę teraz już tylko mieć nadzieję, że w zbliżających się wyborach samorządowych łodzianie ukarzą obecne władze za te wszystkie „niedopowiedzenia”, manipulacje i zaniedbania.

wtorek, 28 września 2010

Kampanijny falstart

Kampania wyborcza do wyborów samorządowych w Łodzi rusza z kopyta. Jeszcze się tak naprawdę formalnie się nie zaczęła, ale już niektórzy odziali rękawice bokserskie i rozpoczęli walkę polityczną, która niekoniecznie ma jakiekolwiek związek z merytorycznością. Posługując się terminologią sportową śmiało można stwierdzić, iż w tym przypadku nastąpił falstart…



Mój szanowny kolega z Platformy Obywatelskiej, Tomasz Piotrowski poruszył na swoim blogu (http://tomasz-piotrowski.blogspot.com/) sensowność kandydatury na prezydenta Łodzi Witolda Waszczykowskiego z Prawa i Sprawiedliwości. Poczułem się więc w pewnym stopniu wywołany do tablicy, a przynajmniej zapragnąłem odpowiednio to skomentować. Co bowiem zarzuca kandydat PO na radnego kandydatowi popartemu przez PiS? Przede wszystkim cała krytyka związana jest z faktem, iż pan Waszczykowski nie jest związany z miastem w którym kandyduje. Co gorsza pochodzi z Piotrkowa Trybunalskiego (skandal i hańba) oraz nie ma żadnego pojęcia o potrzebach mieszkańców Łodzi.

W tym miejscu warto zaznaczyć, że Witold Waszczykowski spędził w Łodzi sporą część swojego życia. To tutaj bowiem zdobył wykształcenie i ukończył studia magisterskie na Wydziale Filozoficzno-Historycznym Uniwersytetu Łódzkiego. To w Łodzi także w latach 80. pracował na stanowisku asystenta na tutejszym uniwersytecie. I faktycznie, tutaj jego dotychczasowa przygoda z Łodzią w jakiejś mierze się skończyła, ale wpłynęła na to przede wszystkim chęć dalszego kształcenia. W latach 90. Waszczykowski studiował w Oregonie i Genewie. Jego kariera naukowa zaczęła się rozwijać, a co więcej rozpoczęła się jego ciekawa droga zawodowa w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Przeniósł się zatem do Warszawy i trudno z tego powodu czynić panu Waszczykowskiemu jakiś zarzut. Niestety chcąc zajmować najważniejsze stanowiska w państwie, trzeba wyjeżdżać do stolicy…

Patrząc na kandydata PiS na prezydenta Łodzi należy w moim przekonaniu spojrzeć nieco szerzej i nie klasyfikować człowieka po miejscu urodzenia. Zapewne zdobyte doświadczenie jakie posiada pan Waszczykowski może znacząco zaprocentować w przypadku kiedy to on właśnie zostałby prezydentem Łodzi.

Jeszcze apropo tych spadochroniarzy, o których pisał kolega Piotrowski… Rzecz trzeba faktycznie wyjaśnić i uczciwie przedstawić opinii publicznej. Czasami zdarza się tak, że dana partia desygnuje na kandydata człowieka, który nie wywodzi się z lokalnego środowiska. Ja pragnę tylko przypomnieć, przede wszystkim koledze Piotrowskiemu, że Platforma podczas ostatnich wyborów samorządowych wystawiła na kandydata pana Krzysztofa Kwiatkowskiego, obecnego ministra sprawiedliwości, który urodził się w ZGIERZU i nie był wówczas szczególnie związany z naszym miastem. Ach ta krótka pamięć!

W gwoli ścisłości. Chciałbym żeby kampania polegała na jakiejś konstruktywnej wymianie zdań i poglądów na temat tego co należy zmieniać w mieście, a nie ograniczała się do zapalczywej walki o to kto jest godny kandydowania, a kto nie. Póki co nie znamy programów wyborczych ani pani Hanny Zdanowskiej (kandydatki PO) ani pana Witolda Waszczykowskiego. Proponuję, także poczekać jeszcze te kilka dni do chwili kiedy będziemy mogli faktycznie zająć się pomysłami na Łódź poszczególnych kandydatów. Nie zajmujmy się więcej tym co poszczególny kandydat ma wpisane w dowodzie w rubryce „miejsce urodzenia”. Bądźmy poważni.

środa, 15 września 2010

Co łączy Palikota i CBA?

Janusz Palikot od pewnego już czasu politycznie szantażuje swoich kolegów z Platformy Obywatelskiej. Mówi wprost, że albo PO skręci wyraźnie w lewo, albo on odejdzie z partii. Co jakiś czas niesforny poseł daje wyraźne znaki iż ma zamiar założyć własną partię. Ogłosił zresztą już nawet swój program, który znajduje wiele nici porozumienia m. in. z SLD w sprawie rozdziału państwa od kościoła, etc.

Tymczasem media donoszą, iż posłem z Lublina zainteresowało się Centralne Biuro Antykorupcyjne, a jego sprawy finansowe z lat 2005-2010 zostały wzięte pod lupę. Moje pytanie brzmi, dlaczego akurat teraz? Każdy logicznie myślący człowiek musi zauważyć pewien związek przyczynowo skutkowy dotyczący Palikota. W chwili kiedy zaczął tworzyć swój Ruchu Poparcia Palikowa, zaczął także mieć problemy z „agentem Tomkiem”.

Nie darzę pana Palikota większym uznaniem czy zaufaniem z racji jego sposobu prowadzenia dyskursu politycznego w Polsce, ale należy zastanowić się nad powyższymi faktami w imię sprawiedliwości. W każdym razie szczerze powątpiewam w przypadek…

Dlaczego media nie interesują się tą sprawą i ze znaną sobie zaciekłością nie próbują dociec prawdzie?

Jestem w stanie sobie wyobrazić jak wyglądałyby pierwsze strony polskich gazet, gdyby te fakty miały miejsce za rządów PiS-u i Jarosława Kaczyńskiego. Temat byłby wałkowany w serwisach informacyjnych 24 godziny na dobę, a konkluzją a priori byłoby stwierdzenie, iż mamy do czynienie z działaniem na polityczne zamówienie.

wtorek, 14 września 2010

Sprawa Karnowskiego

W poniedziałek nad poparciem dla Jacka Karnowskiego w wyborach samorządowych głosowała sopocka Platforma. Zgodnie z zaleceniem szefa PO na Pomorzu Sławomira Nowaka delegaci opowiedzieli się w większości za poparciem dla Karnowskiego (66 było za, 12 przeciw). Politykom nie przeszkadzały zarzuty, które ciążą na prezydencie Sopotu i murem stanęli za swoim kandydatem.

Dziś Donald Tusk publicznie skarcił swoich kolegów i podkreśli, że Platforma nie udzieli poparcia Karnowskiemu. Premier jednym słowem odciął Platformę od Karnowskiego. Co jednak z tą wcześniejszą deklaracją Nowaka i sopockiej PO? Premier Tusk nie mógł przecież nie wiedzieć o zamiarach i opinii swojego partyjnego kolegi. Dlaczego więc tak późno zareagował?

Wydaje się, że mamy tu do czynienia ze starym porzekadłem „wilk syty i owca cała”. Platforma zadziałała w cwany sposób. Najpierw region poparł swojego kandydata, a następnie w świat dzięki mediom poszła wiadomość, że Platforma nie ma nic wspólnego z Jackiem Karnowskim. Wszyscy są zadowoleni, a na Pomorzu wiedzą swoje…

Takie to standardy panują w kraju nad Wisłą.

czwartek, 24 czerwca 2010

Marszałek o in vitro i parytetach - przeciw, a nawet za!

Przed nami druga, decydująca tura wyborów prezydenckich. Wszyscy liczymy, że poznamy przez ten czas program Bronisława Komorowskiego jakim chce się kierować podczas swojej ewentualnej prezydentury. Póki co musimy niestety obejść się smakiem. Głównym zamysłem kandydata Platformy Obywatelskiej jest bowiem obecnie wykazanie swojej lewicowości. 

Cel jest banalnie prosty. Chodzi o przyciągniecie lewicowego elektoratu ale i przede wszystkim przypodobanie się Grzegorzowi Napieralskiemu. Stąd wzięły się ostatnie słowa marszałka dotyczące in vitro i ewentualnego finansowania tejże metody zapłodnienia przez budżet państwa. A co Komorowski mówił jeszcze podczas „prawyborów” kiedy to rywalizował z Radkiem Sikorskim? Marszałek Sejmu, pytany o finansowanie zabiegów in vitro z budżetu państwa, stwierdził: "Na pewno nie w stosunku do wszystkich, tylko w stosunku do tych, gdzie jest szansa na to, że się urodzą dzieci zdrowe i będą dobrze wychowane".

Ta wypowiedź wywołała dużą burzę w środowiskach lewicowych ale i także w samej Platformie. Sikorski niebawem tak skomentował, trzeba przyznać ze znaną sobie złośliwością, słowa marszałka: „Jak zadeklarował [Komorowski], jest przeciwny eugenice i zadaje sobie pytanie, kto miałby oceniać, która rodzina jest z prawego łoża i warta powielania, a która nie jest”

Generalnie nastąpiła także wyraźna zmiana poglądów pana marszałka w kwestii parytetów. Początkowo mówił o tym, że „Kobietom w życiu publicznym na pewno jest trudniej z powodu ich roli w rodzinie, i to trzeba zmieniać przez różne ułatwienia, ale nie jestem do końca przekonany, że zmieni to parytet płci”. Dziś Bronisław Komorowski podpisze każdą ustawę, także taką wprowadzającą parytety, żeby tylko wykazać swoją otwartość na lewicowy elektorat. Na Kongresie kobiet powiedział „Będę namawiał swoje środowisko polityczne, by przyjąć 35-proc. parytet, a jeśli Sejm uchwali 50 proc., to jako prezydent też taką ustawę podpiszę”.

Patrząc na te zmiany kandydata Platformy przypomina mi się parodia spotu wyborczego Komorowskiego jaką przygotował Szymon Majewski. W finalnej części parodii, aktor wcielający się w Bronisława Komorowskiego mówi: „Kiedy ktoś zatem spyta, a konkretnie kim jestem? Odpowiadam: konkretnie tym kim chcecie bym był”.

poniedziałek, 24 maja 2010

Apel do Prezydenta Tomasza Sadzyńskiego ws. obrony łódzkiej kultury

Poruszony niepokojącą atmosferą narosłą ostatnio wokół łódzkiej kultury wystosowałem apel o porozumienie i podjęcie dialogu do Pana Prezydenta Tomasza Sadzyńskiego. Zachęcamy wszystkich zatroskanych obecnym stanem rzeczy, o wysyłanie umieszczonej poniżej treści apelu na adres mailowy Prezydenta Łodzi: prezydent@uml.lodz.pl

Szanowny Panie Prezydencie,

Z ogromnym niepokojem śledzę ostatnie doniesienia prasowe dotyczące stanu kultury w naszym mieście. Trudno jest kwestionować fakt, iż w ostatnim czasie mamy do czynienia z kryzysem, który wyraźnie nadszarpuje wizerunek Łodzi.
Pierwsze nieporozumienia wybuchły w czasie referendum w sprawie odwołania prezydenta Jerzego Kropiwnickiego, a dotyczyły organizacji Międzynarodowego Festiwalu Sztuk Autorów Zdjęć Filmowych Plus Camerimage. To kulturalne wydarzenie przez kilka lat zdobyło ogromny prestiż i renomę w świecie kinematografii, także dlatego, iż jest to jedyny tego typu festiwal poświęcony sztuce operatorów filmowych. Co więcej od 2000 r. festiwal Camerimage jest kojarzony z Łodzią – miastem o wielkich tradycjach filmowych, miastem które wydało takich mistrzów kina jak: Kazimierz Kutz, Andrzej Wajda, Krzysztof Zanussi, Paweł Edelman, Sławomir Idziak i wielu, wielu innych. Ten ogromny potencjał Łodzi może zostać jednak roztrwoniony przez zwyczajny brak porozumienia na linii władz miasta a organizatorami Camerimage. Do takiego stanu rzeczy przyczyniło się odrzucenie, przez polityków koalicji rządzącej, finalizacji projektu Camerimage Łódź Center. W końcowym efekcie doprowadziło to do zerwania umowy na organizację festiwalu w Łodzi w roku 2010. Świat kultury nie przyjął tego faktu do wiadomości i zaczął głośno apelować o kompromis. Ostatnio list otwarty w do pana premiera Donalda Tuska wysłał w tej sprawie David Lynch. Jednak najbardziej poruszający jest zryw zwykłych ludzi, zwykłych łodzian, którym zwyczajnie zależy na świetlności łódzkiej kultury. Tysiące osób mają bowiem tą świadomość, iż projekt EC1 był nadzieją na rozwój kulturalny miasta i powstanie kolejnych inwestycji. Niestety protesty w obronie festiwalu zakończyły się niepowodzeniem. Ewidentnie zabrakło tutaj dobrej woli, a górę wzięły emocje i polityczne kalkulacje. Urzędnicy wówczas jednak zapewniali, że Łódź ma jeszcze wiele innych atutów kulturalnych, które również przynoszą splendor naszemu miastu.
Niestety ostatnio ponownie doszło do kolejnego konfliktu wokół łódzkiej kultury. Tym razem rzecz tyczy się rodzimego Festiwalu Dialogu Czterech Kultur, który podkreślał wyjątkowy charakter Łodzi będącej swoistym tyglem narodowym. Zupełnie niezrozumiały spór wybuchł wokół prezydium fundacji Miasta Dialogu, a panią wiceprezydent Wiesławą Zewald. Skutkiem tych personalnych przepychanek było oświadczenie wydane przez organizatorów Festiwalu w którym czytamy, iż IX edycja FD4K nie odbędzie się w Łodzi w 2010 roku. Kolejna wielka inicjatywa, która niezaprzeczalnie wzbogacała paletę wydarzeń kulturalnych, nie tylko w regionie, ale także w skali kraju, została wymazana z łódzkiego kalendarza.
Należy w tym wypadku zadać sobie pytanie, co z projektem Łódź – Europejska Stolica Kultury 2016? Po stracie FD4K, sztandarowej imprezy będącej filarem całego przedsięwzięcia, nasza szansa na ostateczne zwycięstwo stanęła pod znakiem zapytania. Łódź była traktowana przez inne miasta, takie jak np. Poznań czy Wrocław, ubiegające się o ten zaszczytny tytuł jako niekwestionowany lider. To nasze miasto było stawiane za wzór jeżeli chodzi o promocję i strategię. Niestety obecnie nasi konkurenci są przekonani iż Łódź – główny faworyt tej rywalizacji w wyniku konfliktów, stracił swoją silną pozycję.
Niepowetowaną stratą dla Łodzi byłoby przekreślenie szans na zwycięstwo w ESK. Dlatego też, zamiast generować i podsycać kolejne konflikty wokół łódzkiej kultury należałoby zasiąść do stołu i zacząć z sobą zwyczajnie rozmawiać. Miasto powinno przyjąć na siebie ten ciężar i wyciągnąć rękę w stronę organizatorów poszczególnych festiwali. To bowiem władzom Łodzi powinno zależeć na dojściu do kompromisu i niedopuszczeniu tym samym do odpłynięcia z miasta kluczowych projektów kulturalnych. Dlatego też jako łodzianin, ale i przede wszystkim człowiek któremu leży na sercu dobro polskiej kultury, apeluję do Pana Prezydenta o podjęcie obustronnych rozmów. Naszym priorytetem powinno być wyciszenie sporów i rozpoczęcie merytorycznej, wyzutej z polityki, dyskusji.

Z poważaniem

piątek, 30 kwietnia 2010

„Zielona fala” na al. Włókniarzy sposobem na korki

Jeżeli jesteś kierowcą z Łodzi, na pewno wiesz co to znaczy przejazd aleją Włókniarzy w godzinach szczytu. Ledwie pokonujesz jedno skrzyżowanie, a już musisz się zatrzymać bo na kolejnym zapala się czerwone światło. Forum Młodych Prawo i Sprawiedliwość chce to zmienić. 

30 kwietnia br. przedstawiciele pisowskiej młodzieżówki, przedstawili pomysł zastosowania na al. Włókniarzy tzw. „zielonej fali”. Idea ma na celu odpowiednie wyregulowanie sygnalizacji świetlnej, tak ażeby kierowca podróżujący stała prędkością 50 km/h, mógł przejechać cała drogę bez zbędnego zatrzymywania się.

Koncepcja FM PiS ma kilka fundamentalnych zalet. Przede wszystkim wprowadzenie na al. Włókniarzy „zielonej fali” skróci czas przejazdu. Jest bardzo duża szansa, że w ten sposób znacząco udrożni się przepływ samochodów i komunikacji miejskiej. Przykłady płynące z całej Polski, a także ze świata mówią iż „zielona fala” potrafi skrócić czas przejazdu do ok. 30%.

Krótszy czas przejazdu, to także oszczędność dla portfela przeciętnego Kowalskiego, którego auto zużyje mniejszą ilość paliwa. Mniejsze spalanie to natomiast korzyść dla środowiska do którego trafi mniejszy poziom dwutlenku węgla i innych szkodliwych substancji.
Jednym słowem, „zielona fala” na al. Włókniarzy oszczędzi nasz czas, pieniądze oraz środowisko.

Warto także w tym miejscu wspomnieć iż „zielona fala” nie jest żadnym innowacyjnym pomysłem. Tego rodzaju rozwiązania funkcjonują już z powodzeniem między innymi w Trójmieście, Olsztynie czy Warszawie. Na zachodzie Europy, jest to natomiast standard dla każdej większej aglomeracji.

Zapewne czytające ten artykuł, pojawią się pytania o koszty jakie musi ponieść miasto instalując odpowiedni system. Jestem jednak przekonany, że to sprawa drugorzędna w obliczu korzyści płynących z tego rozwiązania. Dodatkową furtką wyjścia, dla włodarzy naszego miasta, jest możliwość ubiegania się o dofinansowanie z funduszy strukturalnych Unii Europejskiej.

Forum Młodych PiS wystosowało w powyższej sprawie, petycję do radnego Sławomira Woracha, w której zawarto prośbę o interwencję. Przewodniczący Klubu Radnych Prawo i Sprawiedliwość zapowiedział wystosowanie do pana prezydenta Jerzego Kropiwnickiego interpelacji, oraz zapewnił iż będzie realizował ten projekt przez odpowiednie uchwały w Radzie Miejskiej.

Swojego czasu, problemem odkorkowania al. Włókniarzy zajął się radny SLD Dariusz Joński, który podobno złożył „oficjalne pismo do Prezydenta Miasta”. Efektów tej „interwencji” nie widać...

poniedziałek, 8 marca 2010

Dzień Kobiet – dniem równouprawnienia

Forum Młodych PiS w Łodzi, zorganizowało w Dniu Kobiet akcję „Tulipan”. Młodzieżówka rozdawała kwiaty i składała życzenia napotkanym paniom. Była to akcja, która spotkała się z dużym zainteresowaniem i entuzjazmem ze strony płci pięknej. 

Ten gest pisowskiej młodzieżówki mógłby spotkać się z pewnymi symptomami niezrozumienia wśród niektórych ludzi. Przecież jak to możliwe że prawicowa, konserwatywna i antykomunistyczna partia, czci czysto komunistyczne święto, za jakie zawsze uważano Dzień Kobiet? Otóż nic bardziej mylnego. Dzień Kobiet mimo hucznego celebrowania w czasach supremacji ZSRR w tej części Europy, wywodzi się ze Stanów Zjednoczonych i nie ma zupełnie nic wspólnego z totalitaryzmem komunistycznym.
Międzynarodowy Dzień Kobiet miał przed I wojną światową krzewić zasadę przyznawania kobietom praw, przede wszystkim wyborczych. Po raz pierwszy Dzień Kobiet obchodzony był w 1911r. w Danii, Austrii, Niemczech i Szwajcarii. Okres po II wojnie światowej doprowadził do zideologizowania tego święta na potrzeby propagandy komunistycznej.

W XXI wieku święto kobiet, ma zupełnie inną wymowę. Obecnie bardzo często przy Dniu Kobiet powraca temat równouprawnienia. Nadal bowiem kobiety natrafiają na problemy związane z uzyskaniem danego stanowiska, czy też ich praca jest często niżej oceniana finansowo od pracy mężczyzn. Na pewno nasza cywilizacja powinna stanowczo sprzeciwiać się tego rodzaju procederowi. Polska ma obowiązek krzewić ideę całkowitego równouprawnienia kobiet w życiu zawodowym jak i publicznym. Mamy przecież w tym świetne doświadczenie i tradycje. To Polska była bowiem jednym z pierwszych państw, w którym kobiety uzyskały prawa wyborcze. Tuż po odzyskaniu niepodległości, 28 listopada 1918 roku, Józef Piłsudski wydał specjalny dekret włączający kobiety w skład pełnoprawnych obywateli rodzącego się państwa polskiego. Tymczasem Stany Zjednoczone zdecydowały się na ten krok dopiero w 1920 r., Francja w 1944r., a Portugalia dopiero w 1974 r.
Warto o tym pamiętać i szczycić się także poza granicami naszego kraju.

W polskiej tradycji zakorzeniła się już praktyka obdarowywania pań kwiatami oraz drobnymi upominkami z okazji 8 marca. Jest to bardzo miły, szarmancki gest, który powinien być kontynuowany pod jednym warunkiem – nie ograniczajmy się do tego gestu wyłącznie raz do roku.

Pozdrawiam i w imieniu Forum Młodych Pis pragnę życzyć wszystkim paniom sukcesów w każdym wymiarze życia, samorealizacji, spełnienia marzeń i wszelkiej pomyślności.