niedziela, 31 października 2010

Szanowni Państwo

Już 21 listopada odbędą się wybory samorządowe, które zadecydują o losie naszego miasta na następne lata. Nowo wybrani radni, będą podejmować ważne decyzje, które niewątpliwie wpłyną na nasze codzienne życie. W ostatnim czasie obserwujemy spadek zaufania do władzy, która faktycznie się kompromituje. Czas z tym skończyć. Czas na zmianę pokoleniową, która zapewni lepszą przyszłość.

To skłoniło mnie do podjęcia decyzji o kandydowaniu do Rady Miejskiej w Łodzi.

Łódź stoi przed wieloma wyzwaniami. Chcę jako radny, zajmować się kluczowymi sprawami dotyczącymi poprawy sprawności funkcjonowania miasta. W Łodzi jest wiele do zrobienia, dlatego też proszę o Państwa głos.

Nie traćmy więcej czasu.

Startuję z listy PiS w okręgu nr 3 na POLESIU (osiedla: Karolew, Retkinia, Smulsko, Stare Polesie, Koziny, Lublinek, Nowe Sady, Zdrowie, Złotno)
Miejsce 12

czwartek, 21 października 2010

Smutek i szok

Wtorkowe wydarzenia w łódzkiej siedzibie Prawo i Sprawiedliwość napawają mnie przerażeniem. Trudno cokolwiek powiedzieć o tym bezsensownym czynie człowieka zarażonego nienawiścią do zwykłych ludzi, których „winą” było jedynie przynależność do PiS-u.

Musimy wszyscy zastanowić się nad naszym postępowaniem i wspólnie uderzyć się w pierś. Za poziom debaty publicznej odpowiadają bowiem wszyscy. Cała klasa polityczna zawiodła, jedna mniej, druga bardziej – ale nie czas to rozstrzygać. Polskie media, także nie są bez winy. To one bardzo często podgrzewały atmosferę licząc koniunkturalnie na zwiększenie oglądalności poprzez zwykłe jątrzenie czy też czasem przeinaczanie faktów.

Czas z tym oczywiście skończyć, ale czas skończyć też z obłudą i ciągłym mówieniem o „zamiarze poprawy”. Bardzo bym chciał dostrzec wśród naszych oponentów namacalnych dowodów na zmianę. Zmianę na stałe, a nie wywołaną powagą kolejnej tragedii. Publiczne deklaracje nic dla mnie już nie znaczą i wolałby być świadkiem osobistych refleksji i zmiany postępowania naszej klasy politycznej - która powinna być ogólnonarodowym dobrem, a nie śmiertelnym wrogiem.

poniedziałek, 18 października 2010

Platforma się trzęsie

Platforma przechodzi trzęsienie ziemi. Wydawało się, że nasi konkurenci polityczni są już zdecydowani na kształt swoich list wyborczych. Na początku października media były zaskoczone brakiem niektórych, wydawałoby się czołowych, polityków PO. Podziękowano bowiem za współpracę obecnemu prezydentowi Tomaszowi Sadzyńskiemu oraz jego współpracownikom, wiceprezydent Wiesławie Zewald oraz Łukaszowi Maginowi. Było to niespodziewane posuniecie, jednakże chyba słuszne patrząc na ocenę najwyższych urzędników rządzących Łodzią.

Tymczasem niedzielna konwencja PO przyniosła nam inne rozwiązanie. Prezydent Sadzyński, Zewald oraz Magin dostali swoje miejsca na listach wyborczych. Zatrzęsła się w posadach cała łódzka Platforma, raczej nieprzychylnie nastawiona do tej decyzji. Generalnie miał ją podobno wymóc minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski. Związani z ministrem infrastruktury Cezarym Grabarczykiem liderzy łódzkiej PO pierwotnie chcieli pominąć Sadzyńskiego i jego zastępców. Dwie koterie „kwiatków” i… „grabarzy” (proszę o wybaczenie) ostro współzawodniczą o władzę. Nie wygląda to na zdrową sytuację, a co więcej taki stan rzeczy niesie niebezpieczeństwo dla Łodzi – która może stać się polem bitwy dwóch wpływowych polityków. Podział polityczny musi istnieć dla dobra demokracji, ale ambicjonalny podział wewnątrzpartyjny jest niebezpieczny dla stabilności i wiarygodności  władzy. Oby Łódź tego nie doświadczyła….

czwartek, 14 października 2010

ŁÓDŹ ESK 2016 – FAIL

Jak to się stało, że Łódź poniosła tak sromotną porażkę? To pytanie dość rzadko pojawia się w mediach, jednakże bardzo często jest wypowiadane przez naszych konkurentów. Wiele miast traktowało Łódź jako niekwestionowanego faworyta w walce o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Poza tym nasze miasto utrzymywało się zawsze w czołówkach różnorakich ankiet i sondaży. Zaangażowanie łodzian w walkę o ESK było ogromne. Dawno łodzianie nie doświadczyli takiego poczucia wspólnoty i wielkiej mobilizacji, której przyświecał jeden, daleki od politycznych podziałów, cel. Niestety z wielkich oczekiwań, dziś pozostał tylko olbrzymi niedosyt i pytanie, dlaczego?

Przede wszystkim musimy jako mieszkańcy Łodzi przeanalizować postępowanie naszych władz. Minister kultury Bogdan Zdrojewski dał sygnał co mogło przyczynić się do porażki Łodzi w tej rywalizacji. Rozmawiając z dziennikarzem powiedział wprost, że „Mamy miasta, w których są poważne konflikty. Mamy miasta, w których były referenda o odwołanie prezydenta. Mamy miasta, w których nastąpiły tąpnięcia i szarpnięcia wynikające z różnego rodzaju sporów (…)Miasto, które staje się ESK, wygrywa na długiej trasie. Wygrywa determinacją i konsekwencją”. Znając realia naszego łódzkiego podwórka, bezsprzecznie zauważamy, do czego pan minister się odwołuje… A wcześniej ostrzegałem!

Przed wakacjami kiedy to wokół łódzkiej kultury zebrały się czarne chmury byłem inicjatorem apelu do prezydenta Łodzi, w którym sugerowałem konieczność podjęcia rozmów między skonfliktowanymi władzami miasta z środowiskami kulturalnymi. Niestety odpowiedź Tomasza Sadzyńskiego była bardzo wymijająca i nie napawała optymizmem w kontekście starania się Łodzi o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury w 2016. 
We wrześniu byliśmy świadkami kolejnego symptomu świadczącego o nieodpowiedzialnym podejściu władz miasta do zagadnień kulturalnych realizowanych w Łodzi. Tym razem rzecz tyczyła się Specjalnej Strefy Sztuki i decyzji Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa narodowego, która pozbawiała nas dofinansowania na ten cel. Powód? Zaniedbania łódzkich urzędników. Na dodatek koalicja rządząca z wiceprezydentem Łukaszem Maginem zataiła ten fakt przed opinią publiczną…

Tak oto wyglądało postępowanie Platformy Obywatelskiej względem kultury w naszym mieście. Niestety, ale to władze naszego miasta są odpowiedzialne za tę porażkę. Miejmy nadzieje tylko, że ludzie którzy w tej materii zawiedli łodzian, zostaną odpowiednio potraktowani przez wyborców pod koniec listopada….

środa, 6 października 2010

Walka z dopalaczami. Dlaczego tak późno?

W Łodzi od dwóch lat prężnie rozwijał się „dopalaczowy biznes”. W całej Polsce zaczęły mnożyć się sklepy, w których można było nabywać groźne środki psychoaktywne, często pod przykrywką kolekcjonerstwa.

W 2008r. minister zdrowia, pani Ewa Kopacz zapowiedziała twardą walkę z tym procederem poprzez stworzenie odpowiedniego prawa, które pozwalałoby szybko dopisywać do specjalnej listy substancji zakazanych, nowe specyfiki proponowane przez smartshopy. Posłowie w lutym 2009r. przegłosowali, także projekt nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, który miał zakazywać sprzedaży dopalaczy. Te wszystkie podjęte działania nie przyniosły w ostatecznym rozrachunku żadnych wymiernych efektów! Państwo polskie poniosło porażkę, a dopalacze nadal były sprzedawane w biały dzień na masową skalę. Co więcej, firma handlująca tymi narkotycznymi substancjami rozprowadzała wśród młodzieży darmowe próbki specyfików.

Rząd nie był w stanie się uporać z narastającym problemem, wiec do akcji włączyły się łódzkie władze. Postawiono na kampanię informacyjną skierowaną do młodych, a włączyły się do niej różne środowiska i postacie takie jak chociażby Marcin Gortat.

Wydawało się wszystkim, że tylko w taki sposób możemy walczyć z dopalaczami… Nastał jednak październik 2010r. i nagle okazało się, że rząd znalazł odpowiedni sposób do rozpoczęcia swojej krucjaty. Do akcji zaangażowano Głównego Inspektora Sanitarnego, który przy pomocy policji, pozamykał sklepy rozprowadzające dopalacze. Natychmiast pojawiły się wątpliwości dotyczące legalności działania polskich władz, a właściciele sklepów zaczęli mówić o zamiarze odwołania się od tej decyzji do sądu i wystąpienie o odszkodowanie. Minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski uspokoił jednak iż "przedstawiciele inspekcji sanitarnej bardzo wyraźnie mówią, w oparciu o jakie przepisy podejmowali swoje działania". Chodzi tutaj mianowicie o naruszenie przez zakład pracy (w tym przypadku sklep) zasad higienicznych i zdrowotnych, co może przyczynić się do bezpośredniego zagrożenia życia.

Akcja póki co wydaje się skuteczna. Co więcej dzisiaj doszło do zatrzymania przez policję domniemanego „króla dopalaczy” – jak okrzyknęły media właściciela „biznesu” Dawida Bratko.

Ja natomiast zastanawiam się dlaczego dopiero teraz rząd znalazł odpowiednie paragrafy na ukrócenie tego procederu. Dlaczego przez dwa lata państwo polskie nie potrafiło znaleźć rozwiązania i kompromitowało się w walce z dopalaczami? Sanepid nie działał przecież w oparciu o jakieś nowe prawo, tylko zastosował już dawno wypracowane przepisy sanitarne. Czyżby wcześniejsza bezczynność, lenistwo i zwykłe niedocenianie problemu dopalaczy przez polski rząd było odpowiedzą na to pytanie?

Nie chcę doszukiwać się tutaj powodów czysto politycznych, które pojawiają się w różnych komentarzach, a dotyczą np. chęci przykrycia przez Donalda Tuska sprawy Janusza Palikota czy chęci wykorzystania jej w obecnej kampanii wyborczej…

Chcę jednak zapytać: dlaczego tak późno?