Platforma przechodzi trzęsienie ziemi. Wydawało się, że nasi konkurenci polityczni są już zdecydowani na kształt swoich list wyborczych. Na początku października media były zaskoczone brakiem niektórych, wydawałoby się czołowych, polityków PO. Podziękowano bowiem za współpracę obecnemu prezydentowi Tomaszowi Sadzyńskiemu oraz jego współpracownikom, wiceprezydent Wiesławie Zewald oraz Łukaszowi Maginowi. Było to niespodziewane posuniecie, jednakże chyba słuszne patrząc na ocenę najwyższych urzędników rządzących Łodzią.
Tymczasem niedzielna konwencja PO przyniosła nam inne rozwiązanie. Prezydent Sadzyński, Zewald oraz Magin dostali swoje miejsca na listach wyborczych. Zatrzęsła się w posadach cała łódzka Platforma, raczej nieprzychylnie nastawiona do tej decyzji. Generalnie miał ją podobno wymóc minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski. Związani z ministrem infrastruktury Cezarym Grabarczykiem liderzy łódzkiej PO pierwotnie chcieli pominąć Sadzyńskiego i jego zastępców. Dwie koterie „kwiatków” i… „grabarzy” (proszę o wybaczenie) ostro współzawodniczą o władzę. Nie wygląda to na zdrową sytuację, a co więcej taki stan rzeczy niesie niebezpieczeństwo dla Łodzi – która może stać się polem bitwy dwóch wpływowych polityków. Podział polityczny musi istnieć dla dobra demokracji, ale ambicjonalny podział wewnątrzpartyjny jest niebezpieczny dla stabilności i wiarygodności władzy. Oby Łódź tego nie doświadczyła….