środa, 29 września 2010

Specjalna Strefa Sztuki i „niedopowiedzenia” łódzkich władz

W dzisiejszym wydaniu łódzkiej Gazety Wyborczej znajdujemy sensacyjną wiadomość. Specjalna Strefa Sztuki, dla której Łódź starała się o unijne dofinansowanie z ministerstwa kultury, została pozbawiona tych pieniędzy. Co gorsza wszystko wskazuje na to, że władze miasta wiedziały o tym fakcie już od sierpnia, jednak postanowiły ukryć ten fakt przed łodzianami!

Dziennikarze dotarli do listu ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego nadesłanego do łódzkiego magistratu w sierpniu. Jego adresatem jest wiceprezydent Łodzi Wiesława Zewald. Z treści jednoznacznie ma wynikać, że pieniędzy dla SSS nie będzie. Minister Zdrojewski oświadcza, że "nie widzi możliwości" dofinansowania projektu ponieważ władze Łodzi nie przesłały wymaganej przez resort dokumentacji.

Poproszony o komentarz w tej sprawie wiceprezydent Łukasz Magin stwierdził tymczasem, że nie informował mediów gdyż nie wiedział jak interpretować pismo ministra…

Czy można być bardziej nieodpowiedzialnym?

To zresztą nie pierwsze zatajenie stanu faktycznego przez koalicje PO-SLD jaka rządzi Łodzią po odwołaniu z funkcji prezydenta miasta Jerzego Kropiwnickiego. Niespełna dwa miesiące termu Łódź została wyróżniona w rankingu samorządowym przeprowadzonym przez „Rzeczpospolitą” na podstawie danych ministerstwa finansów i rozwoju regionalnego. Gazeta zaprezentowała samorządy które przeprowadziły najwięcej inwestycji oraz najlepiej radziły sobie finansowo. Łódź w porównaniu z 2008 r. awansowała z 11 na 6 miejsce wśród miast na prawach powiatu. Specjalne wyróżnienie na ręce władz miasta (wiceprezydenta Łukasz Magina) wręczył przewodniczący Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek.

Niestety o tym sukcesie łodzianie nie dowiedzieli się od władz miasta, gdyż korzystny ranking dotyczył roku 2009 – czyli okresu kiedy miastem rządził Jerzy Kropiwnicki. W rozumowaniu PO opinia publiczna nie mogła widocznie dowiedzieć się, że to wyróżnienie zawdzięczamy poprzedniej ekipie rządzącej. Stąd ta cisza w eterze…

Mogę teraz już tylko mieć nadzieję, że w zbliżających się wyborach samorządowych łodzianie ukarzą obecne władze za te wszystkie „niedopowiedzenia”, manipulacje i zaniedbania.

wtorek, 28 września 2010

Kampanijny falstart

Kampania wyborcza do wyborów samorządowych w Łodzi rusza z kopyta. Jeszcze się tak naprawdę formalnie się nie zaczęła, ale już niektórzy odziali rękawice bokserskie i rozpoczęli walkę polityczną, która niekoniecznie ma jakiekolwiek związek z merytorycznością. Posługując się terminologią sportową śmiało można stwierdzić, iż w tym przypadku nastąpił falstart…



Mój szanowny kolega z Platformy Obywatelskiej, Tomasz Piotrowski poruszył na swoim blogu (http://tomasz-piotrowski.blogspot.com/) sensowność kandydatury na prezydenta Łodzi Witolda Waszczykowskiego z Prawa i Sprawiedliwości. Poczułem się więc w pewnym stopniu wywołany do tablicy, a przynajmniej zapragnąłem odpowiednio to skomentować. Co bowiem zarzuca kandydat PO na radnego kandydatowi popartemu przez PiS? Przede wszystkim cała krytyka związana jest z faktem, iż pan Waszczykowski nie jest związany z miastem w którym kandyduje. Co gorsza pochodzi z Piotrkowa Trybunalskiego (skandal i hańba) oraz nie ma żadnego pojęcia o potrzebach mieszkańców Łodzi.

W tym miejscu warto zaznaczyć, że Witold Waszczykowski spędził w Łodzi sporą część swojego życia. To tutaj bowiem zdobył wykształcenie i ukończył studia magisterskie na Wydziale Filozoficzno-Historycznym Uniwersytetu Łódzkiego. To w Łodzi także w latach 80. pracował na stanowisku asystenta na tutejszym uniwersytecie. I faktycznie, tutaj jego dotychczasowa przygoda z Łodzią w jakiejś mierze się skończyła, ale wpłynęła na to przede wszystkim chęć dalszego kształcenia. W latach 90. Waszczykowski studiował w Oregonie i Genewie. Jego kariera naukowa zaczęła się rozwijać, a co więcej rozpoczęła się jego ciekawa droga zawodowa w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Przeniósł się zatem do Warszawy i trudno z tego powodu czynić panu Waszczykowskiemu jakiś zarzut. Niestety chcąc zajmować najważniejsze stanowiska w państwie, trzeba wyjeżdżać do stolicy…

Patrząc na kandydata PiS na prezydenta Łodzi należy w moim przekonaniu spojrzeć nieco szerzej i nie klasyfikować człowieka po miejscu urodzenia. Zapewne zdobyte doświadczenie jakie posiada pan Waszczykowski może znacząco zaprocentować w przypadku kiedy to on właśnie zostałby prezydentem Łodzi.

Jeszcze apropo tych spadochroniarzy, o których pisał kolega Piotrowski… Rzecz trzeba faktycznie wyjaśnić i uczciwie przedstawić opinii publicznej. Czasami zdarza się tak, że dana partia desygnuje na kandydata człowieka, który nie wywodzi się z lokalnego środowiska. Ja pragnę tylko przypomnieć, przede wszystkim koledze Piotrowskiemu, że Platforma podczas ostatnich wyborów samorządowych wystawiła na kandydata pana Krzysztofa Kwiatkowskiego, obecnego ministra sprawiedliwości, który urodził się w ZGIERZU i nie był wówczas szczególnie związany z naszym miastem. Ach ta krótka pamięć!

W gwoli ścisłości. Chciałbym żeby kampania polegała na jakiejś konstruktywnej wymianie zdań i poglądów na temat tego co należy zmieniać w mieście, a nie ograniczała się do zapalczywej walki o to kto jest godny kandydowania, a kto nie. Póki co nie znamy programów wyborczych ani pani Hanny Zdanowskiej (kandydatki PO) ani pana Witolda Waszczykowskiego. Proponuję, także poczekać jeszcze te kilka dni do chwili kiedy będziemy mogli faktycznie zająć się pomysłami na Łódź poszczególnych kandydatów. Nie zajmujmy się więcej tym co poszczególny kandydat ma wpisane w dowodzie w rubryce „miejsce urodzenia”. Bądźmy poważni.

środa, 15 września 2010

Co łączy Palikota i CBA?

Janusz Palikot od pewnego już czasu politycznie szantażuje swoich kolegów z Platformy Obywatelskiej. Mówi wprost, że albo PO skręci wyraźnie w lewo, albo on odejdzie z partii. Co jakiś czas niesforny poseł daje wyraźne znaki iż ma zamiar założyć własną partię. Ogłosił zresztą już nawet swój program, który znajduje wiele nici porozumienia m. in. z SLD w sprawie rozdziału państwa od kościoła, etc.

Tymczasem media donoszą, iż posłem z Lublina zainteresowało się Centralne Biuro Antykorupcyjne, a jego sprawy finansowe z lat 2005-2010 zostały wzięte pod lupę. Moje pytanie brzmi, dlaczego akurat teraz? Każdy logicznie myślący człowiek musi zauważyć pewien związek przyczynowo skutkowy dotyczący Palikota. W chwili kiedy zaczął tworzyć swój Ruchu Poparcia Palikowa, zaczął także mieć problemy z „agentem Tomkiem”.

Nie darzę pana Palikota większym uznaniem czy zaufaniem z racji jego sposobu prowadzenia dyskursu politycznego w Polsce, ale należy zastanowić się nad powyższymi faktami w imię sprawiedliwości. W każdym razie szczerze powątpiewam w przypadek…

Dlaczego media nie interesują się tą sprawą i ze znaną sobie zaciekłością nie próbują dociec prawdzie?

Jestem w stanie sobie wyobrazić jak wyglądałyby pierwsze strony polskich gazet, gdyby te fakty miały miejsce za rządów PiS-u i Jarosława Kaczyńskiego. Temat byłby wałkowany w serwisach informacyjnych 24 godziny na dobę, a konkluzją a priori byłoby stwierdzenie, iż mamy do czynienie z działaniem na polityczne zamówienie.

wtorek, 14 września 2010

Sprawa Karnowskiego

W poniedziałek nad poparciem dla Jacka Karnowskiego w wyborach samorządowych głosowała sopocka Platforma. Zgodnie z zaleceniem szefa PO na Pomorzu Sławomira Nowaka delegaci opowiedzieli się w większości za poparciem dla Karnowskiego (66 było za, 12 przeciw). Politykom nie przeszkadzały zarzuty, które ciążą na prezydencie Sopotu i murem stanęli za swoim kandydatem.

Dziś Donald Tusk publicznie skarcił swoich kolegów i podkreśli, że Platforma nie udzieli poparcia Karnowskiemu. Premier jednym słowem odciął Platformę od Karnowskiego. Co jednak z tą wcześniejszą deklaracją Nowaka i sopockiej PO? Premier Tusk nie mógł przecież nie wiedzieć o zamiarach i opinii swojego partyjnego kolegi. Dlaczego więc tak późno zareagował?

Wydaje się, że mamy tu do czynienia ze starym porzekadłem „wilk syty i owca cała”. Platforma zadziałała w cwany sposób. Najpierw region poparł swojego kandydata, a następnie w świat dzięki mediom poszła wiadomość, że Platforma nie ma nic wspólnego z Jackiem Karnowskim. Wszyscy są zadowoleni, a na Pomorzu wiedzą swoje…

Takie to standardy panują w kraju nad Wisłą.