czwartek, 27 stycznia 2011

SLD odkrywa układ

Wczorajsza konferencja prasowa SLD na której ujawniono powiązania tzw. "spółdzielni Grabarczyka" przyprawiła mnie o lekki rechot. Okazuje się, że politycy Sojuszu odkryli nieprawdopodobną zależność między przydziałem miejsc pracy w danych spółkach, a dobrą znajomością z ministrem infrastruktury. Wręcz niebywała sprawa. Odkrycie dwudziestolecia.


W całej konferencji, odkrywającej ciemne strony władzy, udział wziął łódzki radny Sejmiku Województwa Dariusz Joński, a do niedawna człowiek pełniący obowiązki wiceprezydenta Łodzi. 

W odróżnieniu od polityków SLD pamiętam co działo się w łódzkich spółkach podległych urzędowi miasta czy w samym magistracie zaraz po odwołaniu  w referendum prezydenta Jerzego Kropiwnickiego. Wymiana ludzi „na swoich” trwała w najlepsze i dotykała wszystkich szczebli. Łódzki Sojusz oczywiście także w tym uczestniczył i obsadzał stanowiska ludźmi, którzy wydawałoby się także niekoniecznie spełniali odpowiednie kryteria… Ich zaleta była natomiast legitymacja partyjna.

Warto zresztą jeszcze podać jeden przykład kiedy to w 2007 r. Dariusz Joński, z wykształcenia ekonomista, zaczął pracować w Wojewódzkim Funduszu Ochrony Środowiska jako specjalista... Pracę „załatwił” mu pan Jarosław Berger (z wykształcenia prawnik) ówczesny prezes WFOŚ z nadania SLD…
Ach, ta krótka pamięć!

Zapewne, gdyby ktoś miał ochotę na uprawianie takich śledztw, znalazłby znacznie więcej podobnych powiązań. Pytanie tylko czy idzie za tym faktycznie coś merytorycznego, czy ma to na celu wzbudzenie wśród ludzi jedynie oburzenia.

Na pewno nie zamierzam bronić ministra Cezarego Grabarczyka, którego generalnie oceniam bardzo źle jako szefa resortu infrastruktury. Wszelkie układy i podobne zależności są oczywiście warte potępienia, jeżeli idą za tym ważkie fakty. Uważam jedynie, że taka płytka, obłudna propaganda jakiej wczoraj doświadczyliśmy ze strony SLD jest godna napiętnowania. 

czwartek, 13 stycznia 2011

Pull up?! Ląduj dziadu!

Rosyjska publikacja raportu dotyczącego przyczyn katastrofy pod Smoleńskiem jest policzkiem dla naszego kraju. Najgorsze, że polskie władze są obecnie bezradne i pozostawione jak we mgle…

Fakt jest taki, że nie można było się spodziewać ażeby raport Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego, wyprodukowany przez postreżimową instytucję, był obiektywny i ujawniał wszystkie, także rosyjskie zaniedbania. Gdy w 2006 r. samolot armeńskich linii lotniczych Armavia rozbił się w Soczi ze 113 osobami na pokładzie, także MAK winą za wypadek obarczył pilotów. Tymczasem opinie międzynarodowych ekspertów wskazywały wyraźnie, że wina leży także po stronie rosyjskiej z racji złego przygotowania lotniska. No ale przecież „Rosja jest wielka” - cytując panią Anodinę - i nie może pozwolić na podkopanie swojego mocarstwowego autorytetu. 

Polski rząd wiedział jak trudnym partnerem jest Moskwa i niestety nic nie zrobił ażeby powstrzymać tę propagandową machinę, która musiała wcześniej czy później upokorzyć nasz kraj.

Media na całym świecie, działające w pogoni za sensacją i newsem, zgodnie podawały, że całą katastrofę spowodował niedoświadczony pilot ignorujący ostrzeżenia TAWS, będący pod niewyobrażalną presją prezydenckiego generała, który na dodatek był pijany. Kropka. Po sprawie. Poza tym pamiętacie chyba lot do Gruzji?

Rosjanie uważają, że wszystko jest już wyjaśnione, a wszelkie głosy sprzeciwu będą uznawali za zwykłe pohukiwania Polaków, którzy czują przecież wrodzoną nienawiść do Moskali. Dziś słowa polskich władz nie są już słyszalne. Premier Tusk nic już nie wskóra, a jak jeszcze będzie próbował potupywać nogą zostanie okrzyknięty pospolitym rusofobem. Wszystko za nas - maluczkich - już powiedziano.

Tymczasem „Wiadomości” podały, że piloci musieli ignorować ostrzeżenia TAWS, bo on zawsze tak reagował na takich lotniskach jak Smoleńsk-Siewiernyj, którego mapy nie miał zakodowanej. I tak mimo tej sygnalizacji, załoga miała prawo czuć się bezpiecznie wobec naprowadzania przez kontrolerów z wieży. Podobne zastrzeżenia zostały zgłoszone co do faktu odkrycia we krwi gen. Andrzeja Błasika alkoholu. Otóż według specjalistów promile w organizmie generała mogły pojawić się na skutek gnicia organizmu (tzw. alkohol endogenny).

Takich zastrzeżeń i wątpliwości jest oczywiście znacznie więcej, ale cóż nam po nich skoro Rosja, świat a także i część Polski już wie kto ponosi winę za katastrofę. Trzeba było od początku słuchać Janusza Palikota, który dziś także o sobie żałośnie przypomniał. 

W sumie czy potrzebne było to quasi-śledztwo?

środa, 5 stycznia 2011

Tomasz Lis już wie - za co się Tusk bierze to spieprzy

Przyznam, że zaskoczyła mnie tak ostra opinia redaktora naczelnego „Wprost” Tomasza Lisa udzielona TOK FM. Sprawa tyczy się rządowej „reformy” Otwartych Funduszy Emerytalnych. 

Warto tutaj zacytować wypowiedź tego ambitnego dziennikarza:
„Za trwanie tego rządu, za jego niemoc i zaniechania zaczynają właśnie płacić nasze dzieci i wnuki (…)To absolutna kapitulacja, to decyzja bardzo zła. Mam takie wrażenie, że za co się to państwo bierze, to spieprzy. Za co się biorą obywatele - to w miarę wychodzi. Czym więcej decyzji państwa w sprawie moich pieniędzy, tym gorzej dla mnie – obywatela. Za pieniądze wszystkich słuchaczy przeprowadzono kiedyś wielką kampanię, żeby nas przekonać do reformy emerytalnej i obecnego systemu. I dopiero po kilkunastu latach Tusk zauważył, że tamta decyzja była zła? (…) Pani Fedak w rozmowie z TOK FM była uczciwa, w drugim zdaniu powiedziała, że OFE stały się elementem długu publicznego. I o nic więcej nie chodzi, o żadną reformę. Trzeba sobie tyłek ratować, bo przez trzy lata nic się nie zrobiło w sprawie finansów publicznych”

Skąd taka zmiana nastawienia redaktora do Donalda Tuska i Platformy Obywatelskiej? Pamiętam jak dziś jak pan Lis swoimi programami publicystycznymi budował wrażenie, że tylko PO może zapewnić Polsce sukces, poczucie dumy, stabilność i pełne portfele. Nagle okazuje się jednak, że w chwili kiedy rząd kładzie swoją rękę na sakiewce redaktora sympatie się odwracają…Rząd jest już be be. 

W sumie lepiej późno niż wcale dojść do wniosku, że to właśnie cała Platforma, głupcze!

niedziela, 2 stycznia 2011

Liczby na Nowy Rok: 5, 8 i 23 %

Dopiero co przywitaliśmy Nowy Rok z nadziejami na lepszy czas, a już na wstępie budzimy się z podatkowym kacem. Od 1 stycznia zafundowano nam bowiem podwyżkę stawki procentowej VAT o 1% i o ile przed tym faktem nie wielu z nas się realnie przejmowało, tak teraz urosło to do rangi palącego problemu. 
 
Przed uchwaleniem ustawy około budżetowej, która przewiduje zmianę stawek podatku od towarów i usług, próbowano nam wmówić, że ceny generalnie nie ulegną znaczącym zmianom. Ceny artykułów spożywczych, czy tzw. artykułów pierwszej potrzeby, miały pozostać na swoim poziomie co było gwarantem nienaruszalności stanu naszych portfeli [sic!]. Zapomniano wtedy o wzroście opłat za wodę, ścieki czy paliwo…
W 2011 płacimy więcej za wywóz śmieci. Trzeba przyznać, że nie jest to jedynie wynik podwyżki stawek VAT. Podwyżki te wiążą się z koniecznością ponoszenia przez gminy wydatków na dostosowanie infrastruktury komunalnej do wymogów przepisów o ochronie środowiska. I tak w Łodzi, Rada Miejska zadecydowała o wzroście cen wywozu śmieci o 43%! Do tego dochodzi także podwyżka cen energii dla odbiorców w gospodarstwach domowych średnio o 7,7 %.
Koszty utrzymania na pierwszy rzut oka wzrosną i to dotkliwie (namawiam do wnikliwej analizy własnych wydatków w styczniu). Wszystko zawdzięczamy rządowi Platformy Obywatelskiej, który przez 3 lata nie zrobił nic dla naprawy finansów państwa. 
Za wszystko inne zapłacą podatnicy.