czwartek, 13 stycznia 2011

Pull up?! Ląduj dziadu!

Rosyjska publikacja raportu dotyczącego przyczyn katastrofy pod Smoleńskiem jest policzkiem dla naszego kraju. Najgorsze, że polskie władze są obecnie bezradne i pozostawione jak we mgle…

Fakt jest taki, że nie można było się spodziewać ażeby raport Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego, wyprodukowany przez postreżimową instytucję, był obiektywny i ujawniał wszystkie, także rosyjskie zaniedbania. Gdy w 2006 r. samolot armeńskich linii lotniczych Armavia rozbił się w Soczi ze 113 osobami na pokładzie, także MAK winą za wypadek obarczył pilotów. Tymczasem opinie międzynarodowych ekspertów wskazywały wyraźnie, że wina leży także po stronie rosyjskiej z racji złego przygotowania lotniska. No ale przecież „Rosja jest wielka” - cytując panią Anodinę - i nie może pozwolić na podkopanie swojego mocarstwowego autorytetu. 

Polski rząd wiedział jak trudnym partnerem jest Moskwa i niestety nic nie zrobił ażeby powstrzymać tę propagandową machinę, która musiała wcześniej czy później upokorzyć nasz kraj.

Media na całym świecie, działające w pogoni za sensacją i newsem, zgodnie podawały, że całą katastrofę spowodował niedoświadczony pilot ignorujący ostrzeżenia TAWS, będący pod niewyobrażalną presją prezydenckiego generała, który na dodatek był pijany. Kropka. Po sprawie. Poza tym pamiętacie chyba lot do Gruzji?

Rosjanie uważają, że wszystko jest już wyjaśnione, a wszelkie głosy sprzeciwu będą uznawali za zwykłe pohukiwania Polaków, którzy czują przecież wrodzoną nienawiść do Moskali. Dziś słowa polskich władz nie są już słyszalne. Premier Tusk nic już nie wskóra, a jak jeszcze będzie próbował potupywać nogą zostanie okrzyknięty pospolitym rusofobem. Wszystko za nas - maluczkich - już powiedziano.

Tymczasem „Wiadomości” podały, że piloci musieli ignorować ostrzeżenia TAWS, bo on zawsze tak reagował na takich lotniskach jak Smoleńsk-Siewiernyj, którego mapy nie miał zakodowanej. I tak mimo tej sygnalizacji, załoga miała prawo czuć się bezpiecznie wobec naprowadzania przez kontrolerów z wieży. Podobne zastrzeżenia zostały zgłoszone co do faktu odkrycia we krwi gen. Andrzeja Błasika alkoholu. Otóż według specjalistów promile w organizmie generała mogły pojawić się na skutek gnicia organizmu (tzw. alkohol endogenny).

Takich zastrzeżeń i wątpliwości jest oczywiście znacznie więcej, ale cóż nam po nich skoro Rosja, świat a także i część Polski już wie kto ponosi winę za katastrofę. Trzeba było od początku słuchać Janusza Palikota, który dziś także o sobie żałośnie przypomniał. 

W sumie czy potrzebne było to quasi-śledztwo?